AZJA PODRÓŻE

CIEMNA STRONA KAMBODŻY

Musiałam przetrawić wszystkie swoje kambodżańskie doświadczenia i przespać się z tym kilka razy, by sklecić ten tekst. To jeden z pierwszych tekstów, jaki piszę z mojej kilkumiesięcznej, wyczekane podróży po Azji, niestety pozbawiony ładnych i rajskich obrazków. Są bowiem tematy, obok których nie da się przejść obojętnie.

CIEMNA STRONA KAMBODŻY

Pierwszym moim punktem na mapie Kambodży było miasto Siem Reap. Pojechałam tam z kilku powodów. Pierwszym z nich był słynny Angkor – dawne imperium khmerskie pełne monumentalnych świątyń, chciałam również zobaczyć Tonle Sap – największe jezioro w Azji Południowo-Wschodniej,  pójść na nocny market i zjeść typowo khmerskie danie na popularnej Pub Street. Zatrzymajmy się jednak na jeziorze.

STRZAŁ W TWARZ OD RZECZYWISTOŚCI

Jedną z tamtejszych „atrakcji turystycznych” są wioski na wodzie. Przyjeżdżasz nad jezioro, wsiadasz na łódź za 20 dolarów, płyniesz zobaczyć jak ludzie żyją w ubóstwie na wodzie i wracasz. Taka atrakcja. Miałam nieco inne wyobrażenia, ale dopiero na miejscu zobaczyłam jak to funkcjonuje. Zamiast stanąć w kolejce po bilet na łódź, postanowiłam rozejrzeć po okolicy. Widok rozległej wody to jedno, ale to co zobaczyłam schodząc na brzeg sprawiło, że mój pobyt w Siem Reap zmienił zupełnie swój bieg. Na brzegu zobaczyliśmy kilkanaście domów na wodzie, a tym samym porażającą biedę. Roześmiane dzieci bawiące się w błocie i śmieciach, odpady wpadające do wody, a do tego zwierzęta w „kurnikach” i „budach” na wodzie. Kocioł wszystkiego na czele z brudem, smrodem i choróbskami w ponad trzydziestostopniowym upale. Zresztą jezioro Tonle Sap jako siedlisko wielu chorób zabija tę społeczność. Widok jakości życia tych ludzi był wstrząsający. Gdy tylko to zobaczyłam od razu stwierdziłam, że na pewno nie wsiądę na żadną łódź, by oglądać tę biedę, a przy tym zasilać konta firmy, która bogaci się kosztem ubogich. Ale to nadal nie koniec.

CIEMNA STRONA KAMBODŻYKręciliśmy się po brzegu dobre pół godziny, gdy pewien chłopiec z jednego z domów na wodzie, pomachał do mojego chłopaka sugerując, żeby ten przyszedł do niego. Na miejscu Łukasz zobaczył coś absolutnie nieprawdopodobnego.  Dziecko było przypięte łańcuchem do ściany, a obok leżała miska z ryżem i wodą. Chyba każdego, w obliczu takiego widoku, najzwyczajniej by zamurowało. Nas też.

CIEMNA STRONA KAMBODŻY

Kambodża

Byliśmy wstrząśnięci, chwilowo zdezorientowani, nie umieliśmy uwierzyć, że takie coś się dzieje w XXI wieku. Wróciliśmy do Siem Reap i pół nocy spędziliśmy na rozmowach i szperaniu w Internecie. Okazało się, że w Kambodży na porządku dziennym jest wiązanie łańcuchami ludzi z zaburzeniami psychicznymi, ponieważ ze względu na fatalny stan medycyny i brak specjalistów, nikt nie jest w stanie zapewnić chorym leczenia. Rodziny są bezradne, bo nie stać ich na jeżdżenie po lekarzach setki kilometrów. Nie ma mowy o jakimkolwiek leczeniu i skorzystaniu z pomocy psychiatrów. Byliśmy w szoku i czuliśmy, że musimy coś zrobić. Znaleźliśmy kilka namiarów na lokalne fundacje zajmujące się prawami człowieka. Udaliśmy się na drugi dzień do fundacji SOS Children. Po rozmowie z pracownikami (pokazaliśmy nagrania z chłopcem jako dowód i wytłumaczyliśmy gdzie mieszka), fundacja zawiadomiła policję. Poprosiłam jej pracowników, by na bieżąco informowali mnie o sytuacji. W tym czasie powiadomiłam o sprawie również polską fundację Heban, której przy pomocy azjatyckich lekarzy udało się już uwolnić z łańcucha ponad 50 takich osób. Po rozmowie w SOS Children poszliśmy zjeść obiad, zastanawiając się czy ktokolwiek w ogóle da nam znać, co dalej w sprawie chłopca. Wyobraźcie sobie, że godzinę później dostaliśmy zdjęcie, na którym stoi policjant z uwolnionym chłopcem. Zaś następnego dnia rano otrzymałam kolejną wiadomość: faktycznie chłopiec ma problemy psychiczne, a rodziny nie stać na leczenie. Znaleziono organizację, która wspomoże jego leczenie. Dla pewności z pracownikami organizacji SOS Children skontaktowała się wspominana polska fundacja Heban. Z Siem Reap wyjechałam z nadzieją, że organizacja pomoże chłopcu nie tylko na chwilę…

ŚWIADOMOŚĆ TO JUŻ SUKCES

Dlaczego piszę o tym? Całą tę sytuację relacjonowałam na Instagramie. Po pierwsze dlatego, że uważam, że problem w Kambodży jest na tyle szokujący i domagający się interwencji, że świat musi o tym usłyszeć. A po drugie chciałam pokazać moim obserwatorom, że podróże to nie tylko rajskie plaże, pozytywne emocje i miłe doświadczenia. Kambodża to kraj z cholernie trudną historią, który jeszcze przez kilka pokoleń będzie otrząsał się z fali ludobójstwa, jaka nadeszła w latach 70-tych wraz z komunistycznym reżimem Czerwonych Khmerów. Kambodża to bieda, brak edukacji, brak systemu socjalnego i wymordowana większość inteligencji. Kambodża to kraj rolników, który bez pomocy innych państw kuleje. Social media wymknęły się spod kontroli w związku ze sprawą chłopca, a o całym zdarzeniu usłyszało ponad pół miliona ludzi. Po moich relacjach wielu z Was pisało, że do tej pory Kambodża była dla Was tylko kropką na mapie, nie zdawaliście sobie sprawy z jej historii, ale chcecie nadrobić zaległości. I to jest moc social mediów! Tym, którzy wybierają się do Kambodży proponuję zajrzeć również do stolicy Phnom Penh. Tu zaczyna się kolejna ciężkostrawna „przygoda”.

STOLICA ŚMIERCI

Muzeum Ludobójstwa

Muzeum Ludobójstwa

Wyobraźcie sobie, że dziś prawie 1,5-milionowa stolica Kambodży Phnom Penh, przez cztery lata była zupełnie pusta. Komuniści przejęli władzę w latach 1975-1979 i w tym czasie wysiedlili ludność miasta, przenosząc wszystkich do obozów pracy. W centrum stolicy, w dawnej szkole podstawowej mieści się dziś Muzeum Ludobójstwa. Niegdyś komuniści stworzyli tu więzienie dla khmerskiej inteligencji. Torturowano w nim i zamordowano ponad 20 tysięcy inżynierów, doktorów, studentów, polityków i mnichów.


Ciemna strona Kambodży

Dziś można zajrzeć do szkolnych sal przemianowanych na cele, zobaczyć narzędzia tortur i wstrząsające zdjęcia z egzekucji. Korytarze muzeum wypełnione są fotografiami ludzi, którzy zginęli. Wstrząsające, niewyobrażalne i dla turystów o mocnych nerwach. Ale to nie koniec tej wycieczki.

Przy wyjściu z muzeum czekają tuk tuki, których kierowcy nakłaniają na dalszą wycieczkę – na Pola Śmierci. Około 10 km od centrum miasta znajdują się tereny, gdzie organizowano obozy przymusowej pracy. Na tzw. Polach Śmierci zginęły ponad 2 miliony ludzi, a na miejscu można zobaczyć nie tylko poświęcone ofiarom mauzoleum, ale i miejsca egzekucji, ubrania, fragmenty kości i czaszek ofiar. Najbardziej zatkało mnie, gdy zobaczyłam drzewo służące do zabijania dzieci. Stanęłam jak wryta i nie mogłam się ruszyć.

Kambodża Pola Śmierci

Pola Śmierci

Uważam, że zarówno Pola Śmierci jak i Muzeum Ludobójstwa należy uwzględnić w swoim planie podróży po Kambodży. Tu po prostu trzeba być, chociażby dlatego, by zdać sobie sprawę, że taka okrutna zbrodnia nie może się już nigdy więcej powtórzyć… I pomyśleć, że ten bubel w kartach historii świata dział się nie tak dawno, bo zaledwie 40 lat temu…

A ja urodziłam się 10 lat później.

 

Podobne