LIFESTYLE,

CZY PROSTSZE ŻYCIE ZNACZY GORSZE?

Zastanawiałeś się kiedyś, ile rzeczy potrzebujesz w życiu? Co by się stało, gdybyś nagle został w prawie pustym domu z małą walizką ubrań? Jak często kupujesz, a jak często wyrzucasz?

Ciągle chcemy więcej, a może już mamy zbyt dużo? Co to znaczy żyć dobrze i jak przekłada się to na ilość posiadanych rzeczy? Ile pieniędzy wydajemy na niepotrzebne sprzęty, ubrania i gadżety? Istnieje jeden, zupełnie przeciwny tym pytaniom kierunek.

CZY PROSTSZE ŻYCIE ZNACZY GORSZE?

Ostatnio bardzo interesują mnie alternatywne sposoby na życie. Oglądam dokumenty, czytam książki, artykuły…i rozmyślam. Po mojej podróży do wypchanego po brzegi nadmiarem Dubaju, postanowiłam napisać ten tekst.

MINIMALIZM – MNIEJ ZNACZY WIĘCEJ?

Minimalizm to filozofia, która powstała w odpowiedzi do szybkiej, bezmyślnej i globalnej konsumpcji na masową skalę. Stanowi on wyraz uwolnienia się od społecznego przymusu ciągłego kupowania i konsumowania. Od dłuższego czasu, jeśli nie muszę, nie wchodzę do centrów handlowych i nie spędzam długich godzin na shoppingu. Bombardowanie mojej głowy już nawet nie propozycją, ale nakazem wymiany garderoby, zmiany wystroju wnętrz, kupienia nowych kosmetyków, mocno mnie przytłacza. Kupuję częściej przez Internet albo w pojedynczych butikach. No właśnie. Kupuję. Choć i tak znacznie mniej, niż kilka lat temu. Ostatnio przy porannej kawie, koleżanka z redakcji opowiadała mi o swoich kulinarnych planach na kolację. Przypomniała sobie, że brakuje jej papryczek do zrobienia wymyślnego dania, ale nie pojdzie do marketu, bo nie wyjdzie z niego tylko z jedną rzeczą. Woli nie ugotować kolacji.

CZY MAJĄC W ŻYCIU WSZYSTKO, MOŻNA DOBROWOLNIE Z TEGO ZREZYGNOWAĆ?

Żyło sobie dwóch panów w Ameryce, którzy niegdyś byli bogatymi pracownikami wielkich korporacji. Mimo, że zarabiali krocie, pochłonięci przez współczesną chorobę nadmiernego konsumpcjonizmu, wydawali więcej, niż zarabiali.  Żyli dla rzeczy, nie dla ludzi. Największych emocji nie dostarczały im rozmowy, czas z przyjaciółmi (właściwie to nie mieli bliskich), lecz kupowanie. Ci dwaj panowie na pewnym etapie życia ocknęli się i stwierdzili, że nie potrzebują właściwie 99% rzeczy, które posiadają. Drogie ubrania, ekskluzywne zegarki, toster za 5 tys. dolarów, 20 par butów, niezliczona ilość krawatów i skarpetek z obrandowaną lamówką… – nagle odkryli, że można żyć bez tej sterty gadżetów. Zaczęli praktykować minimalizm. Jeden z nich oddał biednym wszystko co miał, zostawiając tylko 52 rzeczy  – dokładnie tyle potrzebował do funkcjonowania we współczesnym świecie. Wśród skromnej gromady znalazły się, m.in.: krzesło, stół, lampa, łóżko, szczotka do zębów, trzy zestawy ubrań, trzy pary skarpetek i majtek.

To krótki opis amerykańskiego filmu dokumentalnego z 2015 roku, pt. „Minimalism: A Documentary About the Important Things” (dostępny na Netflixie). Główni bohaterowie to Ryan Nicodemus i Joshua Fields Millburn – autorzy znanego bloga theminimalists.com.

W filmie poza historią głównych bohaterów i zastosowaniu minimalizmu w praktyce, można posłuchać opinii wielu ekspertów, na temat takiego stylu życia, wzbogaconych o analizę psychologicznych oraz społecznych skutków kupowania do bólu. Główni bohaterowie nieźle się wypromowali na filmie. Wciąż jeżdżą po Stanach z wykładami i spotykają się z różnymi grupami ludzi. Dokument przedstawia część ich trasy (nie)koncertowej. Ale spoko. Szanuję to, że znaleźli właśnie taki sposób na życie.

CZYM JEST TEN MINIMALIZM?

Definicji znalazłam wiele, wszystkie miały oczywiście jeden sens. Natomiast najbardziej podoba mi się sposób mówienia o minimalizmie przez wspomnianych wyżej panów od dokumentu. Sparafrazuję fragment ich bloga:

Więc czym jest ten minimalizm? To bardzo proste, żeby nazwać się minimalistą musisz mieć wokół siebie mniej niż 100 rzeczy, nie możesz posiadać samochodu, domu ani telewizora, nie możesz robić kariery, musisz żyć w egzotycznych, trudnych do wymówienia miejscach na całym świecie, musisz założyć bloga, nie możesz mieć dzieci i musisz być młodym, białym mężczyzną z uprzywilejowanego środowiska.

To był żart. Jednak ludzie, którzy lekceważą minimalizm, twierdząc, że to tylko moda, zazwyczaj wymieniają któreś z powyższych „ograniczeń”? Jeżeli chcesz żyć z mniejszą ilością materialnych rzeczy, nie posiadać samochodu i telewizora, lub podróżować po całym świecie, wówczas minimalizm może pomóc. Ale nie o to chodzi.

Minimalizm to narzędzie, które może pomóc w odnalezieniu wolności. Wolności od strachu, od zmartwień, od przytłoczenia, od winy, od depresji. Oznacza nade wszystko wolność od pułapek konsumpcjonizmu, na którym zbudowaliśmy nasze życie. Minimalizm to prawdziwa, najprawdziwsza wolność.

Nie znaczy to, że jest coś nie w porządku z posiadaniem materialnych dóbr. Problemem jest zbyt duże znaczenie, jakie przypisujemy przedmiotom. Chcesz mieć samochód lub dom? Świetnie, miej to! Chcesz założyć rodzinę i rozpocząć karierę? Jeśli te rzeczy są dla ciebie ważne, to cudownie. Minimalizm po prostu pozwala podejmować te decyzje z większą świadomością.

Minimalizm jest narzędziem, które pozwala pozbyć się nadmiaru rzeczy, by skupić się na tym, co naprawdę ważne – po to, by znaleźć szczęście, spełnienie i wolność. Minimaliści szukają szczęścia nie poprzez przedmioty i posiadanie, ale samo życie. To Ty decydujesz, co jest konieczne, a co zbędne w Twoim życiu. 

LUBISZ MIEĆ DUŻO?

Jakże miło mieć 30 torebek, choć tak naprawdę nosisz dwie ulubione. Kolejny niezbędny gadżet do kuchni? Pewnie! O ileż prostsze jest życie z grającą łopatką do ciasta albo widelcem tylko do spaghetti. Cudownie jest ułożyć dziesiątki książek na półce, choć do większości z nich nigdy nie wrócisz, bo w kolejce do czytania, jak trusie czekają kolejne. No, ale ile przyjemności w tym, że możesz zetrzeć czasami z nich gęsty kurz. Fajnie je mieć i tyle. O butach i ubraniach nie wspominam, bo to temat rzeka i ocean frazesów. Czy to pompowanie swojego ego, czy może zwykła ludzka próżność? A może chodzi o to, żeby najzwyczajniej w świecie nacieszyć oko? Czy dzięki temu, że mamy dużo, lepiej śpimy? Odczuwamy spokój ducha i większy komfort? Tak po prostu to wsadzić teraz do worka i oddać, wyrzucić, podarować komuś..? Minimalizm to wspaniała idea, która na dziś dzień mnoży znaki zapytania w mojej głowie. Choć podobno samo stawianie pytań, traktuje się już jako rokujący zwiastun i szansę na zmiany.

DROGA DO MINIMALIZMU

Prostota, natura, porządek, ulga – już nawet czytając te słowa, robi się jakoś lżej na sercu, a co dopiero wprowadzić te wartości w życie. Oddają one doskonale sens i korzyści płynące z wdrożenia minimalizmu.

W moje ręce trafiły ostatnio dwie książki: „Pożegnanie z nadmiarem: minimalizm japoński.” oraz „Sztuka prostoty” D. Loreau. Wertując akapity z poradami, jak żyć w myśl minimalistycznej koncepcji, wybrałam kilka zasada i przykazań. Pozornie wydają się bardzo proste, a zarazem widzę dużą szansę w ich wypełnieniu:

Zamiast dokładać, zacznij odejmować.

Mając mniej, zyskujesz porządek i czystość. A porządek oszczędza czas i przynosi ulgę

Wyrzućcie przekonanie, że nie potraficie nic wyrzucić. Nie ma osoby, która nie mogłaby niczego wyrzucić, bo taka się urodziła. Tylko nam się wydaje, że rozstawanie się z rzeczami jest niemożliwe.

Na wyrzucaniu więcej się zyskuje, niż traci – zyskujemy czas, przestrzeń, swobodę, energię.

Mniej rzeczy nie oznacza mniej satysfakcji.

Zdefiniuj na nowo pojęcie ładu w Twojej świadomości.

Nie ma potrzeby robienia zapasów. Sklepów nie zamykają od jutra na zawsze.

Jeśli myśleliście o wyrzuceniu czegoś 5 razy – zróbcie to w końcu.

Minimalizm to metoda i początek.

Minimalizm to wolność.

Nie oceniam, nie narzucam, nie wymądrzam się. Jestem ciekawa Waszego zdania, bo te same pytania, które zadałam Wam w tym felietonie, stawiam samej sobie. CZY PROSTSZE ŻYCIE ZNACZY GORSZE?

 

Enjoy! 🙂

 

Trending Posts

015 comments