PODRÓŻE GWIAZD

ANNA DEC – O PODRÓŻACH INACZEJ.

Niemal codziennie spotyka się z milionami widzów po głównym wydaniu „Faktów”. Swoim spokojnym głosem mówi o pogodzie i radzi nam, jak się przygotować na kolejny dzień. Jaka jest Ania, gdy schodzi z anteny, zdejmuje szpilki i wraca do domu? 🙂

traveLover: Aniu, sporo czasu Cię obserwuję na Instagramie, trochę też znam Cię prywatnie. Wiem, że lubisz swoją codzienność i cenisz sobie domowe zacisze. A co z podróżami? Lubisz wyjazdy, czy wolisz powroty?

Ania Dec: Muszę przyznać, że ja wolę podróżować krótko. Choć przygotowania i pakowanie często trwają znacznie dłużej, niż sam wyjazd. 🙂 Ale ja to bardzo lubię. Podobnie jak sam motyw podróży, przemieszczania się. Uwielbiam wyczekiwanie na lotniskach, jazdę pociągiem. Może dlatego, że gdy byłam dzieckiem, mama mnie zawsze wszędzie ze sobą zabierała, jeździłyśmy pociągami, autobusami do babci. Byłam przyzwyczajona do bycia w drodze. Pewnie dlatego do dziś lubię spać w pociągu, czy autobusie. A kiedy jestem już w podróży to bardzo szybko, bo po czterech, pięciu dniach, zaczynam tęsknić za moją codziennością. Jestem jednak typem domatora. Odnoszę wrażenie, że więcej wynoszę z takich krótkich wypadów, niż jakbym miała lecieć gdzieś na trzy tygodnie. Co więcej, ja chyba lubię, gdy pozostaje we mnie pewien niedosyt. Kiedy teraz się nad tym zastanawiam, to myślę, że te podróże w mojej perspektywie są bardzo ulotne. Owszem przeżywam, chłonę, odczuwam, ale mimo wszystko jestem z boku tego wszystkiego. Czuje się obserwatorem, poznaję kulturę, widzę jak żyją inni, to jest wspaniałe, ale ja od zawsze lubiłam powroty do swojej codzienności. Także tej skromnej, czasem trudnej, w dzieciństwie. Ale ta codzienność była moja, przepełniona ludźmi, z którymi jest mi najlepiej.

traveLover: Jako dziecko marzyłaś o podróżach i wielkim świecie, czy przyjmowałaś te skromną rzeczywistość…

Ania Dec: …ja myślałam, że nigdy nie będzie mi dane dużo i daleko podróżować. Pochodzę z niewielkiego miasteczka, dość ubogiego domu, nie zawsze było kolorowo. Większość moich wakacji to były pielgrzymki do Częstochowy, wyjazdy nad pobliskie jeziora, głownie na Mazury. Dopiero gdy miałam 14 lat, pojechaliśmy pierwszy raz nad morze. To był wtedy luksus. W dzieciństwie podróżowałam też dosłownie palcem po mapie… samochodowej mojego taty. Dobra znajomość mapy kraju przydaje mi się w pracy zawodowej. 🙂 Zawsze gdy jechaliśmy gdzieś z rodziną uwielbiałam szukać miejsc po drodze, sprawdzać na mapie co minęliśmy, co jeszcze przed nami. Wtedy od razu sobie wyobrażałam te miejsca. Ale pielgrzymki wspominam naprawdę z sentymentem. Jako dziecko miałam z tego wielką frajdę. Szliśmy z rodziną przez dziewięć dni, przebywaliśmy ciągle na świeżym powietrzu, spaliśmy w namiocie. Lubiłam tę sielskość. Łapałam koniki polne, siedzieliśmy przy ognisku z babcią śmiejącą się czasami, aż tak, że spadała ze swojego rozkładanego krzesełka, byliśmy razem, po prostu. Widziałam jak podróżują inni, marzyły mi się Stany Zjednoczone, dużo rozmyślałam, czy ja takich podróży potrzebuję. Zawsze lubiłam domowe zacisze, trochę bałam się podróży. Miałam w sobie jakiś lęk przed nieznanym. Długo nie chciałam się z tym mierzyć. Dopiero gdy zaczęłam dorastać i się usamodzielniać nabrałam odwagi.  Pamiętam zdanie, które przeczytałam w wywiadzie z jednym z dziennikarzy radiowych. Powiedział, że on na podróże wydaje najwięcej pieniędzy, bo tego nie zabierze mu żaden komornik.

traveLover: Zgadzam się z tym panem. 🙂 A zatem jakie kierunki i sposób podróżowania wybierasz? Co lubisz?

Ania Dec: Nigdy nie ciągnęło mnie do wakacji all inclusive, do Grecji czy Egiptu. Ale z tym ostatnim mam jedną zabawną historię. Zaraz po ślubie chcieliśmy z mężem pojechać w podróż poślubną, ale mieliśmy bardzo ściśle określony termin ze względu na zobowiązania na studiach i u mnie w pracy. Okazało się, że w tym czasie jedyną opcją jaka nam pozostaje jest Egipt – Hurgada. I to była okropna podróż, podróż do piekła [śmiech]. Nie mieliśmy wyjścia. Zależało nam na czasie i chcieliśmy polecieć gdziekolwiek. Przekonałam się, że takie miejsca i taka forma wyjazdów, to nie jest dla mnie. Choć czasem, po takiej codziennej gonitwie opcja all inclusive jest miłym udogodnieniem. Szczególnie z małym dzieckiem.

traveLover: A co jest najbardziej dla Ciebie?

Ania Dec: Ja bardzo lubię Polskę, polską różnorodność i najlepiej się tu czuję. Jest mi tu dobrze, czuje się u siebie, bezpiecznie. Uwielbiam miejsca gdzie jest woda i daleki horyzont. Powietrze nad morzem wolę jesienią, czy wiosną, niż latem. Doceniam to, że moja praca często daje mi możliwość krótkich wypadów po Polsce. Zdarzało się wiele razy, że jechałam z kamerą na jeden dzień nad morze do Kołobrzegu, czy Łeby. Góry mnie przytłaczają, chociaż powoli dojrzewam do tego, by bardziej je poznać. Sama myśl o Bieszczadach jakoś mnie koi. Nigdy nie byłam nad Morskim Okiem, dlatego chciałabym to nadrobić.

traveLover: Są jakieś szczególne miejsca w świecie, które Cię rozkochały w sobie?

Ania Dec: Jedną z najcudowniejszych i to bardzo spontanicznych podróży z mężem był wyjazd do Portugalii. Podróżowaliśmy po Porto i okolicach, to były błogie cztery dni. Jeździliśmy rowerami wzdłuż oceanu, łaziliśmy do późnych godzin nocnych, degustowaliśmy przeróżne odmiany Porto, ich wina, które jest narodową dumą, w niezwykle klimatycznych piwnicach. Tam są one na wyciagnięcie ręki, z niesamowitym klimatem, historią i tradycją. Właśnie tam zrodziła się moja sympatia do białego Porto. Ale fanką portugalskiej kuchni nie jestem. Zabrakło nam jednego dnia, by odwiedzić winnice w dolinie rzeki Douro, jedne z najstarszych na świcie. Wybraliśmy z różnych względów podróż do Fatimy i odwiedzenie okolicznych miasteczek. Ale dzięki temu mamy pretekst, by wrócić.

traveLover:  Chętnie wracasz do tego co znajome, czy wolisz odkrywać za każdym razem coś nowego?

Ania Dec: Uwielbiam na przykład wracać do Nowego Jorku, który jest miejscem wyjątkowym. Mnie jako socjologa z wykształcenia, interesuje to szczególnie. Nie ma drugiego na świecie tak różnorodnego tygla kulturowego. Moja siostra tam mieszka, więc każda podróż do Nowego Jorku jest głównie spowodowana tęsknotą i miłością do niej. Gdyby nie to, nie wiem, czy kiedykolwiek bym tam poleciała. To droga wyprawa. Choć już za każdym kolejnym razem, znając energię miasta i tęskniąc za nim, nie przeliczam tego. Po prostu chcę tam naładować baterie i chcę tam wracać. A rzadko lubię odwiedzać te same miejsca wielokrotnie. Choć Włochy odwiedzałabym kilka razy w roku. 🙂 Nowy Jork też, jeżeli byłby tańszy. 😉

traveLover: Uwielbiam Nowy Jork! 🙂 Gdy pierwszy raz tam poleciałam, wiele osób gasiło mój entuzjazm mówiąc, że Nowy Jork jest przereklamowany, że to nie jest film… Ale dla mnie ta podróż była jak dobry film.

Ania Dec: Miałam dokładnie tak samo. To był film. Za każdym razem to miasto wygląda inaczej i tęsknie za nim bardzo po powrocie. Zawsze gdy wracam, wjeżdża w domowym repertuarze seria filmów z Nowym Jorkiem w roli głównej. 🙂 Niesamowite co w tym mieście tkwi, jaka energia unosi się w powietrzu. Ja mocno czuję energię ludzi i miejsc. Nowy Jork to miejsce pełne ambicji, odważnych marzeń i to mnie bardzo motywuje do działania zawsze, gdy wracam do Warszawy przywożę ze sobą chęci do działania i nowe pomysły.

Ania z mężem i córką w Nowym Jorku

traveLover:  Na ulicach Nowego Jorku można usłyszeć prawie 800 języków, po spełnienie swoich odważnych marzeń przyjeżdża tam cały świat. Odniosłam wrażenie, że każdy znajdzie tam swój dom, ale też wszyscy doskonale wiedzą, po co przyjechali.

Ania Dec: To jest taka dżungla miejska przesiąknięta bardzo silnymi osobowościami, ale to działa motywująco i inspirująco. Bez względu na to, czy ktoś już osiągnął sukces, czy ktoś ma dopiero to przed sobą i mieszka w uboższej dzielnicy. Ludzie są ciekawi, interesujący, otwarci. Czuję tam więcej wolności, swobody. W takich miejscach mocno weryfikuję też swoje podejście do życia. Kwestię życiowych zasad, wiary. Podróże do Nowego Jorku utwierdzają mnie, że jestem wierna tym zasadom, bo ja tak chcę, a nie, że narzuca mi to społeczność, w której żyję. Zachwyca mnie to co nowe, widzę punkty wspólne z tymi ludźmi, z tą energią miasta, ale czuje się jeszcze mocniej osadzona w tym moim podejściu. I cieszę się, że mam w życiu te sprawy fundamentalne mocno uporządkowane.

traveLover: Stabilność, porządek, rutyna – to daje Ci poczucie dobrego życia?

Ania Dec: Jestem z domu przepełnionego wiarą i praktykowaniem tej wiary. To moja kotwica w życiu. Choć kiedy zaczynałam być bardziej świadoma, zastanawiałam się, czy ta silna wiara wynika z tego, że sama tak czuję, chcę, z moich doświadczeń, czy z tego, że żyję w takiej religijnej społeczności, małym miasteczku, gdzie niektórzy praktykują tylko dlatego, bo nie wypada się wyłamać i nawet sami specjalnie się nad tym nie zastanawiają. Jednak ich postępowanie w codzienności pokazuje wiele sprzeczności. To jest charakterystyczne dla wielu polskich miasteczek. Mają one jednak też wiele zalet. 😉  Dlatego był czas, kiedy sprawy wiary sama weryfikowałam, zgłębiałam i potrzeba życia w miejscu bardziej różnorodnym też poglądowo miała pozwolić mi poczuć, co dla mnie jest najważniejsze i czemu pozostanę wierna. I tak się stało. Celowo poszłam też na socjologię, by bardziej otworzyć się na świat i zrozumieć, jak różnorodny on jest, jakie motywacje kierują tymi, którzy opierają życie na innych fundamentach. Dobrze, jak je w ogóle mają lub chociaż chcą budować coś solidnego. To wszystko wzmocniło moją wiarę, ale też pozwoliło ciekawie patrzeć na inne sposoby życia.  W życiu otrzymuję wiele łask i niesamowitej siły, a przede wszystkim przepełniającą mnie Miłość. Za to wszystko codziennie wielokrotnie dziękuję.

traveLover: Ta różnorodność i wolność wyboru przywiodły Cię z Podlasia do Warszawy?

Ania Dec: Od zawsze marzyłam, żeby tu mieszkać. Jakaś niesamowita energia tego miasta przyciągała mnie. Kocham Podlasie, bo stamtąd pochodzę, ale dusi mnie jednak mentalność ludzi, która moim zdaniem, jeszcze długo się nie zmieni. Są otwarci, ale moim zdaniem jednak za bardzo pilnują tego, co inni pomyślą. Przez to stają się uwięzieni, nie mogą pozwolić sobie żyć jak chcą. Wygląda to trochę tak jak w filmie „Boże ciało”, gdzie ksiądz na pytania „jak parafia?”, odpowiada: „Dużo ludzi, mało wiernych”. Czasami wyjeżdżam na Podlasie, ale szybko chce mi się wracać do stolicy. Wytrzymuję tylko kilka dni w rodzinnych stronach. Za każdym razem ta Warszawa mnie tak przytula. Ona mi pozwala realizować moje marzenia, robić to czego pragnę i pozwala poczuć, że moje decyzje, moje poglądy, moja wiara, to kwestie wypływające ze mnie. Bardziej czuję siebie w tym mieście i lepiej słyszę to, co mi w duszy gra. To miasto bardzo mnie wzmacnia na wielu płaszczyznach życia.

traveLover: Kiedy Cię obserwuję mam wrażenie, że bardzo się spełniasz. Masz ukochany dom, męża, niedawno zostałaś mamą, spełniasz się zawodowo w telewizji. Czego jeszcze pragnie Ania Dec?

Ania Dec: To jest temat na odrębną rozmowę, a jak niektórzy mówią, znając tę długą historię, to nawet temat na książkę. W wieku 8 lat moje serce mocniej zabiło właśnie do TVN, że tu i tak chciałabym pracować. Pogoda jako stabilna przystań, ale dodatkowo praca w rozrywce czy tematach lifestyle’ owych. Jestem ciekawa ludzi, ich podejścia do życia. Cenię możliwość rozmowy z nimi, uwielbiam przekazywać dobre emocje, dobrą energię, szczere intencje. Lubię doceniać codzienność, czynić z niej perełkę i zarażać tym innych. Wiele pomysłów w głowie jest, ale też cierpliwie czekam, działając wielotorowo i rozwijając się. Czasy są bardzo dynamiczne, dlatego jestem otwarta, ale też spokojna. Co ma być dla mnie, to będzie.

traveLover: W tym środowisku dominują raczej nastroje nastawione na walkę o siebie, przepychanie się łokciami…

Ania Dec: Ja nie czekam biernie, inwestuję w rozwój, poznaję ludzi, wymieniamy się tym, co mamy najlepszego, dobrą energią. Rodzi się i realizuje wiele pomysłów. Widzę, że potrafię dotrzeć do wielu kobiet, zmobilizować je, sprawić by polubiły siebie, swoje towarzystwo i doceniały siebie bardziej, bo dzięki temu wszystko inne dookoła będzie wyglądało lepiej, będzie przepełnione dobrem. Cokolwiek miałoby się wydarzyć, nie może angażować mnie totalnie. Najważniejszy jest dla mnie DOM, Tomek, Zuza.

traveLover: Zerkamy obie na zegarek, bo za chwilę masz wejście na żywo. Miło się Ciebie słucha. Szczególnie gdy mówisz o swoim podejściu i wartościach. Nawiązując jeszcze do podróży,  chciałam Cię zapytać o relacje z mężem Tomkiem. Wiem, że jesteście sobie bardzo bliscy, znacie się wiele lat. Czy właśnie podróże nie są takim fajnym odświeżeniem dla relacji? Pytam, bo u mnie tak to działa. Poza tym, w podróży zawsze przekonujemy się, że jesteśmy dobrym teamem.

Ania Dec: Ja mocno odczuwam to bycie teamem właśnie w życiu codziennym. Bardzo to czuję. Taki jakiś brak wzajemnych oczekiwań, rozliczania, dużo zrozumienia. Czuję pracę zespołową na co dzień, wsparcie, ten kontakt. W podróży działa to podobnie, jak nowe wyzwanie w codziennym życiu.  Nie rozdzielamy tego. Jest to pewne odświeżenie codzienności, ale nie traktuję podróżowania w kategoriach nowego wyzwania dla związku. Wiemy oboje, że na pewno chcemy więcej podróżować z Zuzią. Ostatnio nawet z mężem rozważaliśmy, czy chcemy by Zuzia uczyła się w prywatnych placówkach. I stwierdziliśmy że ten budżet lepiej przeznaczyć na podróże. Wolimy ją uczyć poprzez doświadczanie w prawdziwym życiu, ale też poprzez rozmowy, poszukiwanie siebie w świecie i oby jak najdłużej z nami.

traveLover: I właśnie takich podróży Ci życzę. 🙂 I już tak naprawdę na koniec! Aż dziwne, że jesteś taka spokojna minutę przed wejściem na żywo. 🙂 Szykuje się jakaś egzotyczna podróż u Ciebie niebawem. Zdradzisz co to za miejsce? 🙂

Ania Dec: To będzie bardzo egzotyczny kierunek, małe marzenie, ale nie chce póki co zdradzać. 🙂 Pomyślałam, że jak nie teraz, to kiedy? Za jakiś czas może to być trudne. Wierzymy, że kiedyś Zuzia będzie miała rodzeństwo, co w większym składzie będzie trudne do zrealizowania finansowo. Korzystamy z tego, że Zuza nie ma jeszcze dwóch lat, dlatego płacimy za nią znacznie mniej i pokusiliśmy się o taką droższą opcję. Jesteśmy spragnieni ciepła, rajskich widoków, piaszczystej plaży, turkusowej wody. Chcemy pobyć razem. Ale uwaga.. lecimy tylko na tydzień, bo dłużej nie wytrzymam bez naszej codzienności. [śmiech]

 

Ania konsekwentnie nawet poza wywiadem nie zdradziła kierunku kolejnej podróży. Jedyne co nam pozostaje, to podglądać Anię na Instagramie. 🙂

 

Podobne