LIFESTYLE PODRÓŻE

DRUGIE DNO MALEDIWÓW I EGZOTYCZNYCH WAKACJI. NAD CZYM NIE ZASTANAWIASZ SIĘ W PODRÓŻY?

Jak wygląda drugie dno Malediwów? Jakie rzeczy robimy w podróży nieświadomie, które potwornie szkodzą środowisku? Na co zwracać uwagę podczas wakacji? Zapraszam na inspirującą rozmowę z Martyną Skurą, która od lat, jako nurek, pracuje w rajskich zakątkach świata. 

To nie pierwszy raz, gdy staram się wyczulić Was na tematy związane z odpowiedzialną turystyką. O ile często podejmuję temat śmieci, plastiku i korzystania z atrakcji przy udziale zwierząt, o tyle ktoś może wszystkie te argumenty skwitować kontrargumentem, że turystyka generalnie to zło. Bo samoloty i transport powietrzny. Bo zadeptuje się dzikie miejsca. Bo przyjeżdżający mają wpływ na lokalną kulturę i tak dalej. Dlatego już na wstępnie mówię – nie o tym będzie ten tekst. Dziś w rozmowie z Martyną Skurą opowiemy Wam o pewnych zjawiskach, by uświadomić Wam skalę niektórych zagrożeń i wyczulić na nie. Mam poczucie, że dzięki temu ktoś z Was może inaczej spojrzeć na dane miejsca, czy problem. A to przyczyni się do troski o naszą planetę. Nie chcę Wam powiedzieć – przestańcie podróżować, zostańcie w domu. Bo sama sobie tego nie wyobrażam. Chcę Wam raczej podpowiedzieć jak robić to z głową oraz uświadomić Wam mechanizmy, nad którymi być może do tej pory nie zastanawialiście się.

Martyna Skura, znana na Instagramie jako @Life20kg (prowadzi też bloga o tej samej nazwie, tutaj link) jest nurkiem. Ostatni rok spędziła na Malediwach, ale mieszkała również w Meksyku, Tajlandii, Gruzji, czy Chinach. W ramach pracy Martyna nie tylko uczy innych nurkować, ale również wyławia śmieci z oceanów i ratuje rafę koralową. Ta dziewczyna jest kopalnią wiedzy, bo zna wszystkie problemy jakie dziś poruszymy z doświadczenia. Dlatego postanowiłyśmy wspólnie napisać ten tekst w formie wywiadu i wymiany spostrzeżeń.


DRUGIE DNO MALEDIWÓW

traveLover: Pamiętam Twoje relacje na Instagramie, gdy wyławiałaś śmieci z oceanu na Malediwach. To były jakieś kolosalne liczby zebranych kilogramów odpadów ukrytych pod rajską taflą. Czego znalazłaś najwięcej?

Martyna: Policzyliśmy, że przez rok sprzątania rafy wyłowiliśmy ponad 550 kg odpadów! Plastik był największą składową. Bardzo dużo wyławialiśmy odpadów transportowych np. plastikowych worków lub pasków i taśm, których używa się do pakowania, zamykania pudeł styropianowych lub kartonów. Wiąże się to z faktem, że na Malediwy wszystko musi być przetransportowane. W okolicach resortów znajdowałam dużo pozostałości po budowie, belki, kawałki konstrukcji. Oczywiście były butelki napojów dostępnych tylko dla gości resortów, a nie dla obsługi hotelowej, puszki po napojach. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Z tych bardziej oryginalnych trafiały się telefony, GoPro, kosmetyki do makijażu, pampersy, biżuteria.

t: Turystyka na Malediwach kwitnie. Wielu leci tam po luksus. Myślisz, że to główna przyczyna ilości śmieci na wyspach? Pracowałaś w hotelu i wiesz jak wygląda to od kuchni. 

Martyna: Te śmieci, które zbierałam nie pochodziły tylko z wyspy, na której mieszkałam i z samych Malediwów. Szczególnie lekki plastik migruje po wodach na całym świecie. Natomiast co do turystyki, owszem. Pobyt gości w hotelach generuje olbrzymie ilości śmieci, z których nie zdajemy sobie sprawy. Jedzenie, jakie turyści jedzą w restauracji jest w 80-90% przetransportowane w plastiku na tę wyspę, papier toaletowy pakowany w plastik, herbaty serwowane w hotelach są często w torebkach zawierających mikroplastik. Niektóre hotele utylizują swoje odpady: część jest powtórnie używana, przerabiana, przechodzi przez wyspiarski recykling, część jest palona. Organiczne odpady trafiają do kompostu albo prosto do oceanu.

t: Pamiętam moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się o istnieniu Thialfushi – rajskiej laguny na Malediwach, którą zaaranżowano na wyspę pełniącą funkcję wysypiska śmieci. Byłam przerażona, że ktoś postanowił z rajskiej wysepki zrobić składowisko odpadów. A z drugiej strony zaczęłam się zastanawiać, co taki kraj jak Malediwy ma zrobić z odpadami.

wyspa Thilafushi źródło: https://www.themaldivesexpert.com


Martyna:
Na Malediwach, na różnych wyspach, śmieci można znaleźć na lokalnym wysypisku śmieci, czyli tak naprawdę hałdzie śmieci, które nie są najlepiej zabezpieczone przed silnymi wiatrami czy deszczem. Natomiast część śmieci zarówno z hoteli jak i wysp wywożona jest na Thilafushi, czyli wyspę wysypisko, o której mówisz.  Z daleka zawsze można zobaczyć unoszący się nad nią dym…

t: Świat się budzi, ale robi to niestety dopiero, gdy już mamy nóż na gardle. Przed Malediwami wiele zmian i długa droga w edukacji. Czy realnie te zmiany już się dzieją? Czy ta świadomość rośnie? Jak to oceniasz przez pryzmat rozmów i relacji z mieszkańcami?

Martyna: W całej tej sytuacji trzeba spojrzeć na to z większej perspektywy. Malediwy to kraj rozwijający się. Port w Male wypełniony jest luksusowymi jachtami, a noclegi w hotelach na wyspach sięgają dziesiątek tysięcy dolarów za noc. Jednak lokalna społeczność nie pławi się w luksusach. Wielodzietne rodziny mieszkają kilkoma pokoleniami w dwupokojowym domu. Plastik jest tani i lekki. Dla przeciętnego mieszkańca tego kraju wybór jest bardzo prosty, bo kieruje nim cena. Łatwo nam z perspektywy młodych osób z Europy opowiadać o nie piciu z butelek plastikowych. Ale co z krajami, gdzie po prostu nie ma innej opcji? Przed Malediwami jeszcze dużo pracy, ale jak w nich wierzę. Wierzę w edukacje i współpracę. Podczas zbierania śmieci na rafie próbowaliśmy zaangażować innych pracowników hotelowych, część z nich pochodziła z Malediwów, aby pokazać im problem śmieci i zanieczyszczenia oceanów i jak to wpływa bezpośrednio na nich. Tak, aby sami poczuli się odpowiedzialni za oceany.

BROKAT – MIEJ GO W SERCU, NIE NA OCZACH

t: Mikroplastik to zmora dzisiejszego świata. Uwalnia się on podczas prania ubrań z poliestru, jest w kosmetykach, naszej lodówce, łazience, wszędzie. Cząsteczki plastiku o średnicy mniejszej niż 5 mm trafiają do oceanów, a w konsekwencji zwierzęta mylą go z planktonem i zjadają.  Z kolei te zwierzęta często trafiają na nasze talerze. Koło się zamyka. Jest wiele rozrywek takich jak balony, konfetti, brokat, które finalnie kończą swój „żywot” w oceanie. Możemy przecież odpuścić takie zabawy, tylko trzeba o tym głośno powiedzieć. 

 Martyna: Nie chodzi o to aby cofać się do epoki kamienia łupanego, ale robić rzeczy z głową. Czy wypuszczanie balonów w niebo jest rzeczywiście niezbędne? Piękny widok przez parę minut a odpady i śmieci trafiają do lasów, wód, oceanów, parków, wszędzie tam gdzie je wiatr zaniesie. Bo balony nie trafiają do nieba, nie spalają się w atmosferze, one po prostu spadają. To samo tyczy się lampionów puszczanych dość często na weselach. W Tajlandii w 20013 uczestniczyłam w obchodach rocznych tsunami w rybackiej wiosce, w której wtedy mieszkałam. Uroczystość puszczania lampionów na plaży była bardzo wzruszająca. Jednak po pierwszym sztormie, gdy poszłam biegać na plażę, zdałam sobie sprawę z katastrofy na lokalnych zwierzętach i oceanie jaką sami spowodowaliśmy. Plaża pokryta była pozostałościami po lampionach. Wchodząc do wody łatwo było nastąpić na wystający drut ze szkieletu lampionu. Może warto po prostu zapalić świeczki? Konfetti i brokat to mikroplastik. Wszystko ostatecznie trafi w końcu do oceanów. Tam będzie mylone z planktonem i wejdzie w łańcuch pokarmowy a koniec końców i do naszych ciał. Nawet weganie się przed nim nie uchronią, bo trafią np. do soli morskiej. Co prawda istnieje biodegradowalny brokat, więc jak już nam bardzo zależy na połysku to kupujmy taki. Raczej trzeba go zamówić online.

KREMY Z FILTREM CHRONIĄ NAS, ZABIJAJĄ NATURĘ 

t: Każdego roku do oceanów wpada 14 000 ton kremów do opalania!!! O ile np. Filipiny budzą się i wprowadzają limity turystów albo zamykają niektóre laguny, by nie zniszczyć do reszty fauny i flory, to wiemy, że są miejsca gdzie umiera życie właśnie z powodu masowej ilości kosmetyków z filtrami, jakie np. osiadają na dnie mórz i oceanów. Wyobraźmy sobie setki ludzi wchodzących każdego dnia do jednej małej zatoki, wysmarowanych od stóp do głów kremami i olejkami…

Martyna: Zamykanie niektórych obszarów np. Maya Bay niedaleko wyspy Phi Phi w Tajlandii czy wspomniany przez Ciebie przykład Filipin, powinno być normalnymi praktykami takich krajów. Rafa potrzebuje czasu, aby się zregenerować. Hawaje były bodajże pierwszym stanem, regionem świata, który zabronił używania kremów z filtrem, w którego skład wchodziły szkodliwe dla rafy substancje. Na rynku dostępne są kremy z filtrem chemiczne, fizyczne (nazywane inaczej mineralnymi) i naturalne. Te pierwsze zostały uznane za najbardziej szkodliwe dla oceanów. Naukowcy podają trujące w nich związki chemiczne takie jak Oxybenzone, Axybenzone, Avobenzone, Avobenzine, Octisalate, Octocrylene, Octinoxate, Homosalate.

t: No właśnie, odpowiednie kosmetyki i sposób ich używania również mają znaczenie. Po pierwsze nakładajmy kremy przynajmniej pół godziny przed wejściem do wody. Jeśli prosto po smarowaniu idziemy pływać, to logiczne, że wszystko zostaje w morzu, a nasza skóra nie jest chroniona.

Martyna: Jest jeszcze druga ważna rzecz – używajmy kremów w płynie, nie sprayu. Oczywiście spray jest wygodniejszy, bo nie trzeba się babrać w kremie na plaży w piasku. Gdy używamy sprayu to część tych związków chemicznych wdychamy (co nie jest zdrowe), a część osiada na piasku i zmywana jest prosto do morza. Ważne jest, aby chronić się przed słońcem i jego szkodliwym wpływem, ale róbmy to z myślą o przyrodzie. Więcej na ten temat pisałam na swoim blogu (link TUTAJ).

RAFA KORALOWA 

t: Rafy koralowe to jedne z najbardziej wrażliwych na zmiany ekosystemy. Bez wątpienia turyści stanowią zagrożenie dla rafy i zgromadzonych wokół niej organizmów. Deptanie jej, niszczenie, śmieci, które na nią spadają…  Jak chronić rafę, gdy decydujemy się na egzotyczne wakacje? Czego nie robić?

Martyna: Jest kilka podstawowych rzeczy, które przychodzą mi teraz do głowy, poza odpowiednim stosowaniem kremów z filtrem, o czym mówiłyśmy chwilę temu. Gdy pływamy czy nurkujemy nie dotykajmy koralowców, ryb ani żadnych innych stworzeń, my możemy im zrobić krzywdę, a one nam. Nie stawajmy na rafę koralową podczas pływania. Kamizelka ratunkowa może nie wygląda najmodniej, ale pozwala oszczędzić energię lub manewrować tak w wodzie żeby nie chodzić po rafie. Nie używajmy jednorazówek: worków foliowych, sztućców, butelek plastikowych. Sprzątajmy po sobie śmieci, gdy urządzamy piknik na plaży albo na łodzi.

t: Co się stanie, jeśli zabraknie rafy?

Martyna: Rafa jest źródłem wielu związków chemicznych w medycynie, których nie można znaleźć na lądzie. Chroni wybrzeża przed kataklizmami naturalnymi np. tsunami, huraganami. Stanowi przecież źródło pożywienia dla wielu społeczności na świecie takich jak Malediwy, Indonezja, wyspy Pacyfiku. Rafa jest bardziej wydajna niż lasy tropikalne. I choć rafy pokrywają 1% powierzchni dna morskiego, są schronieniem dla 25% wszystkich organizmów morskich.

t: Warto tu też wspomnieć o niedokarmianiu ryb w morzu albo oceanie! To zaburza ich ekosystem. W większości przypadków spotkałam się z respektowaniem tej zasady, ale zdarzali się tacy, którzy chcąc zadowolić turystów wabili zwierzęta wrzucając jedzenie do wody. 

Martyna: Dokładnie, ludzie karmią je chlebem, w Meksyku żółwie karmią bananami. Widziałaś kiedyś palmę bananowa pod woda lub piekarnię? To nie jest ich naturalne pożywienie, to im po prostu szkodzi! Warto pamiętać o jeszcze jednym. Wykupując wycieczki miejmy pewność, że zwierzęta które chcemy oglądać są w swoim naturalnym środowisku, a nie w niewoli.

DELFINY – NIEWOLA  I CIERPIENIE VS. MARZENIA TURYSTÓW

t: Tym samym nawiązałaś do ostatniej kwestii, którą chciałam z Tobą poruszyć: atrakcje ze zwierzętami  w roli głównej. Jest wiele miejsc na świecie, gdzie można podglądać zwierzęta w ich naturalnym środowisku. Często to po prostu fart, bo natura żyje swoim rytmem. Mnie udało się np. zobaczyć delfiny na Karaibach w jednej z zatok Dominikany. Jednak turyści, którzy chcą mieć gwarancję sukcesu i fun, wciąż kuszą się na wizyty w delfinariach. Funkcjonują one po prostu jak ZOO, zwierzęta są w niewoli, często tresowane. Jak tam trafiają?

Martyna: Nieznaczna część z nich rodzi się w delfinariach. Większość z nich trafia do parków z rąk kłusowników. Proces ten jest niezwykle brutalny. Delfiny gonione są prze kłusowników na motorówkach, aż do wycieńczenia, następnie łapane w sieci, oddzielane od stada. Często w panice ulegają urazom. Wiele z nich ginie. Wielokrotnie matki zabijane są na oczach małych. Potem czeka je długa droga zanim dotrą do delfinarium. Szacuje się, że na 7 złapanych delfinów, przeżyje tylko 1, reszta umiera po drodze. Delfinaria są dla niech, jak klaustrofobiczne więzienie. Warunki życia w niczym nie przypominają tych naturalnych. Delfiny chorują, popadają w depresję, czasem popełniają samobójstwa. Przeciętnie delfin (w zależności od gatunku) na wolności przeżywa 40-50 lat. W niewoli nie zawsze dożywa nawet połowy tego.

t: Mam ogromną nadzieję, że jeśli któraś z osób, która czyta teraz naszą rozmowę, marzyła o tym, by zobaczyć delfiny albo pokazać je w swoim dzieciom i planowała wizytę w delfinarium, zrezygnuje z tego pomysłu. Popyt na taką rozrywkę, tylko nakręca okrutne  praktyki.

Martyna: To nasz wybór czy pójdziemy do takiego parku rozrywki. Im więcej turystów przychodzi oglądać i pływać z delfinami, tym więcej delfinów będzie łowionych i trzymanych w niewoli. Delfiny w naturalnym środowisku można zobaczyć w wielu miejscach na świecie, m.in. w Egipcie, na Wyspach Kanaryjskich, w Portugalii, na Karaibach, Malediwach, w Anglii, Szkocji, Irlandii itd. Różowe delfiny żyją w Amazonce.

t: Martyna, wciąż powtarzam, że dziś żyjemy w błędnym kole absurdów. Trudno być w pełni eko, czy zero waste, trudno też zrezygnować z podróżowania, gdy jest to ogromną pasją i daje siłę do życia. W tym wszystkim trzeba jednak wyważyć, w jaki sposób możemy zmienić swoje postępowanie i zachowanie, by tym samym chronić naszą przyrodę. Mamy moc sprawczą, a wszystko zaczyna się od jednostki. Nie można myśleć, że jedna słomka plastikowa, czy reklamówka nic nie zmienią. Bo wtedy naprawdę nic się nie zmieni. Doprowadziliśmy Ziemię do stanu, w którym nie możemy, ale musimy ją ratować. 

Martyna: Zmiany są nieuniknione i to od nas zależy jak tą zmianą będziemy zarządzać. Musimy zacząć patrzeć na siebie nie jako problem, ale jako część rozwiązania.

Dziękuję Ci za to, że podzieliłaś się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami! A Was zapraszam do śledzenia przygód Martyny na jej Instagramie i blogu.

Ps. Tak szczerze, podczas podróży zastanawiacie się nad takimi zagadnieniami jak zero waste, ekologia, naturalne środowisko zwierząt, nie zaburzanie ekosystemu?

Z góry dziękuję za odpowiedzi i życzę rozsądku w odkrywaniu świata!

A jeśli interesują Was inne teksty z konkretnymi podpowiedziami, jak ratować naszą planetę, to wrzucam je poniżej:

JAK OGRANICZYĆ PLASTIK?

PROSTE I TANIE ZAMIENNIKI PLASTIKU

BEZSILNOŚĆ WOBEC PLASTIKU

DLACZEGO JEDZENIE MIĘSA NIE JEST EKO

 

 

Podobne