LIFESTYLE,

MOJE ZBOCZENIA W PODRÓŻY

Klapek w samolocie, koniecznie w połączeniu ze skarpetą, zacny plan z cyklu: będę leżeć i pachnieć, maniakalne fotografowanie sufitów, to tylko niektóre z moich podróżniczych zboczeń i rytułów. A Wy, bez czego nie wyobrażacie sobie podróży? 🙂 

porady podróżnicze

1.JESTEM JANUSZEM STYLÓWY W SAMOLOCIE

..a konkretnie: skarpeta w klapku musi być! W dalekie rejsy wyruszam zawsze z japonkami w podręcznym (o ile nie lecę w ogóle tylko z podręcznym). Pierwsze co, po starcie ściągam obuw i zakładam japonki. Ale żeby klima nie zabiła mnie już na początku podróży, muszą być i skarpetki. Zespół niespokojnych nóg objawiający się nagminnim kręceniem się na fotelu, bez butów zyskuje większe pole do popisu i pozwala mi na akrobatyczne kombinacje w trakcie lotu.

2.KTO PIERWSZY TEN…

Tak bardzo jak lubię być, generalnie, w życiu pierwsza, tak do samolotu wsiadam na szarym końcu. Zawsze dziwi mnie i fascynuje zarazem, po co ludzie stoją w kolejce, nim jeszcze zacznie migać na ekranach hasło „boarding”. Wolę poczytać książkę albo Internety, zamiast najpierw stać pół godziny w ścisku w kolejce, potem kolejne pół godziny iść gęsiego i nim wejdę na pokład, zaliczyć jeszcze przystanek przy schodach, na wejściu i czekając aż wszyscy tuż przy moim miejscu schowają swoje walizki, zdejmą kurtki i zasiądą.

3. BYLE DO WODY!

Zawsze, gdy dotrę do jakiejś miejscowości nad morzem albo oceanem, bez względu na porę dnia i nocy muszę pójść na plażę. Chociaż na chwilę, na minutę, na pięć. Muszę zobaczyć wodę, poczuć ten zapach i wiatr we włosach. Jeśli tego nie zrobię, to nie tylko dzień się nie liczy, ale wręcz nie zasnę wcale!

4. BĘDĘ LEŻEĆ I PACHNIEĆ

W końcu się wyśpię! Nie nastawiam budzika! Jak pójdę na plażę, to mnie z niej nie ściągniecie! Będę przez pierwsze trzy dni leżeć w tym piachu i smażyć się, polewać kokosem i sączyć słodkiego drinka zawierającego milion kalorii! Nic więcej nie będę robić! Oczywiście, że zawsze sobie to obiecuję! A w dodatku zazwyczaj przed wyjazdem do samego końca pracuję, mam milion rzeczy na głowie i wpadam do samolotu z jęzorem wywiniętym do kolan, a zasypiam jeszcze przed startem. Niestety mój plan na pierwsze dni podróży nigdy nie dochodzi do skutku. Bo przecież szkoda dnia, tyle jest do zobaczenia, no i zapominam, że nie wysiedzę na plaży dłużej, niż pół godziny! Chcecie wiedzieć jak wyglądał mój pierwszy karaibski dzień na Dominikanie? O 8. rano poszłam już na plażę spragniona błogiego relaksu, a o 10., spakowana, z plecakiem na plecach łapałam stopa, by ruszyć w głąb Dominikany….i eksplorować… bo przecież zaraz się świat zawali, wielki wybuch nastąpi, no i nie zdążę. Poza tym….

5. OPŁACA SIĘ WSTAĆ Z KURAMI

…żeby zobaczyć najważniejsze zabytki. Kultowe miejscówki przychodzę podziwiać o świcie i tę taktykę polecam każdemu! Jeśli chcecie poczuć magiczny klimat na przykład Luwru, wybierzcie się tam ok. 7 rano. To jedna z rzadkich okazji, kiedy możecie podziwiać architekturę, a Waszych wrażeń nie zakłócą tłumy turystów, hałas samochodów i płacz dzieci. Gdy już ponapawacie się do syta, wypijcie szybką kawę w knajpce nieopodal i wróćcie do Luwru na pół godziny przed otwarciem, by zająć miejsce w kolejce do wejścia, a tym samym stanąć w niej przed tłumem Azjatów. Podobnie z Sagradą Familią, katedrą Duomo, czy wieżą Eiffla – o poranku, kiedy miasto jeszcze śpi, a na horyzoncie kłębi się poranna mgła, wrażenia są absolutnie wyjątkowe. A potęguje je panująca wokół cisza.

6.LOKALS PRAWDĘ CI POWIE

Nigdy nie jadam w europejskich restauracjach, czy hotelach. Podążam za lokalsmi i to ich proszę o wskazanie najpyszniejszych i typowych dla danego kraju, czy regionu potraw. Odrzucam Tripadvisory, czy inne Instagramy. Idę za głosem mieszkańców. Lubię wpadać we Włoszech do ciasnych barów, gdzie wszyscy piją na raz espresso i wychodzą. Z wielkim sentymentem wspominam karaibską jadłodajnie dla robotników w Las Terrenas, gdzie pani kucharka codziennie o 13stej serwowała klasyk gatunku, czyli pollo (kurczak) i kto się na niego nie załapał, ten chodził głodny, bo kuchnia gotowała tylko raz. Czy może być lepszy sposób na poznanie kultury danego kraju, niż bycie blisko jego mieszkańców?

7.WIZYTA NA LOKALNYM TARGU

Bez takiej degustacji oraz eksplozji smaków i zapachów skumulowanej w jednym miejscu, podróż się nie liczy! Zaraziłam się tym zwyczajem podczas kręcenia pewnego programu kulinarno-podróżniczego w Serbii, Rumunii, Bułgarii i na Węgrzech. Każdy z dziesięciu odcinków zaczynaliśmy od sceny na lokalnym targu, rozmów z ludźmi, próbowaniu produktów. Od tamtej pory nie tylko przypadkiem i przy okazji trafiam do takich miejsc, ale specjalnie wcześniej robię research. Dla mnie lokalny market t0 jak DNA danego kraju, czy regionu, najlepsza pocztówka z podróży – jedno miejsce, gdzie łączą się tradycja, smaki, kultura, uśmiechy, gwar i spracowane ręce.

8.NIE KUPUJĘ PAMIĄTEK

Nie znajdziecie na mojej lodówce ani jednego magnesu (i to nie tylko za sprawą tego, że mam w domu zabudowaną lodówkę 🙂 ). Czasami przywożę z podróży kawę albo przyprawy. Najcenniejszą pamiątką pozostają dla mnie po prostu wspomnienia. Lubię jedynie gromadzić przewodniki, z którymi podróżuję. Moją biblioteczkę wypełniają przewodniki z kilkudziesięciu krajów, pełne notatek i zakreślonych fragmentów. Ostatnio w Kopenhadze zrobiłam sobie tatuaż i akurat tę pamiątkę zamierzam kiedyś jeszcze powtórzyć.

9.Z GŁOWĄ W SUFIT

Szczególnie w krajach śródziemnomorskich dostaję szału! Nie mogę przejść normalnie uliczką, bo co kilka kroków zatrzymuję się i pstrykam zdjęcia. Maniakalnie fotografuję okna, drzwi i sufity. Rozczulają mnie typowe dla krajów basenu Morza Śródziemnego drewniane okiennice, pastelowe drzwi, czasami naruszone już przez ząb czasu, kolorowe mozaiki na sufitach. Czy można być smutnym człowiekiem mieszkając w tak urokliwym otoczeniu, w dodatku pełnym słońca?

10. CIEKAWOŚĆ PIERWSZY STOPIEŃ DO PIEKŁA, ALE JA SIĘ NIE BOJĘ

…dlatego jakkolwiek to brzmi, lubię zaglądać ludziom do domów. Podczas rekonesansu po okolicy nie umknie mi żadna większa szpara w drzwiach, płocie, czy oknie. Zastanawia mnie jak ludzie mają w domu, co wisi na ścianach, co mają w lodówce, jak wygląda ich kuchnia, gdzie śpią…. Pewnie dlatego tak bardzo lubię couchsurfing, bo daje szansę by nie tylko poznać nowych ludzi, ale zajrzeć do czyjegoś życia zupełnie od środka.

couchsurfing

 

No dobrze, a jak jest z Wami? Macie jakieś zboczenia? 🙂

 

 

Enjoy! 🙂

 

 

 

Trending Posts

 

0no comment