EUROPA, LIFESTYLE, PODRÓŻE,

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

Jesteście ciekawi, co tym razem nabroiłam? Jak skończyła się wizyta w najstarszym na świecie studiu tatuażu? Jak to się stało, że wylądowałam na najbardziej ekskluzywnym show w Kopenhadze? Co sprawiło, że się popłakałam?

W Kopenhadze miałam okazję doświadczyć rzeczy absolutnie niecodziennych, a piszę Wam o tym z myślą, że być może okażą się inspiracją i dla Was. Why not? 🙂

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

1. TAJNY PLAN W NAJSTARSZYM NA ŚWIECIE STUDIU TATUAŻU…

…które jest właśnie w Kopenhadze. Choć nigdy wcześniej nie podejrzewałabym o to stolicy Danii. Gdy tylko dowiedziałam się o istnieniu tego wyjątkowego miejsca, już na etapie planowania wypadu do duńskiej stolicy, stwierdziłam, że tatuaż to idealny pomysł na prezent. Nasz wyjazd był urodzinową niespodzianką dla mojego faceta, a przy okazji zbiegł się z datą pierwszych urodzin traveLover. Nie mogłam nie zaszaleć. Łukasz o swoim prezencie dowiedział się już w Danii, na dzień przed umówioną sesją. Zaraz po realizacji tajnego planu, zamierzałam zrobić tatuaż również sobie. Podobno najtrudniej zdecydować się na pierwszy, potem leci z górki. Ja miałam za sobą już dwa.

TATUAŻ PO KRÓLEWSKU

Tattoo Ole  znajduje się w jednym z najsłynniejszych punktów na mapie Kopenhagi, przy ulicy Nyhavn 17. Dokładnie na przeciwko domu Christiana Andersena, w portowej części miasta. W niepozornej piwnicy jednego z kolorowych budynków, kilka schodków w dół wprowadza nas w iście undergroundowe klimaty, do kultowej, jedynej w swoim rodzaju miejscówki.

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

fot: https://tattoo-ole.dk

Studio Tattoo Ole powstało w 1884 roku, w mrocznej wówczas części Kopenhagi. Klientelę stanowili głównie żeglarze, prostytutki i przestępcy. Legendarna piwnica na przestrzeni dekad, przeszła oczywiście przez ręce wielu właścicieli, co wpłynęło na jej burzliwą historię. Wyobraźcie sobie, że wytatuował się tutaj nawet duński król Fryderyk IX, a jego zdjęcie z gołą klatą wisi tuż przy wejściu. Niezły freak, jak na tamte czasy. 🙂

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

KRÓL FRYDERYK IX

Dziś właścicielką studia, a tym samym pierwszą kobietą w tej roli, jest Lille Ole – pasjonatka, artystka i mistrzyni tatuażu, ciesząca się sławą w środowisku. Poza tym jest po prostu świetną babką z poczuciem humoru, bardzo otwartą i oczywiście kreatywną. Kreskę robi precyzyjnie, jak od linijki, którą zresztą z niedowierzania przyłożyliśmy po jej akcie twórczym. Bardzo się cieszę, że właśnie Lille wykonała mój tatuaż. Lubię dyskretne, niewielkie i proste wzory. Do zacnego towarzystwa w postaci napisu „open mind” maszynopisem oraz okręgu z samolotem, dołączył napis „travel”. To fantastyczna pamiątka wykonana w wyjątkowym miejscu, z wyjątkowymi osobami.

Jeśli przyszedł Wam do głowy podobny pomysł, możecie umówić się na tatuaż online. Lille ma jednak swoje zasady – tatuuje zawsze pełnoletnie osoby i nie wykonuje wzorów na dłoniach, szyi i twarzy. Lille wiedząc, że nasze małe dzieła to urodzinowe prezenty, stwierdziła, że zaproponuje nam bardzo atrakcyjne ceny, jak na ten salon oraz malowidła spod własnej ręki. Za mój napis zapłaciłam 500 koron, czyli ok. 250 złotych. To mniej, niż w dobrym studio w Warszawie.

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

JUŻ PO WSZYSTKIM Z LILLE OLE

2. CYRK BEZ GRANIC

Wyobraźcie sobie zimowy wieczór w niemalże baśniowej Kopenhadze. Kończycie robić ostatnią poprawkę makijażu, ubieracie elegancką sukienkę, dopijacie przed wyjściem lapmkę wina i udajecie się do cyrku. Przekraczając jego próg, unoszący się w powietrzu klimat, daje wam znać, że spędzicie tu niezapomniany wieczór. Słynne Dinner Show, na które się wybraliśmy, to niezwykle popularna forma rozrywki wśród Duńczyków. A zabytkowy budynek cyrku z 1886 roku jest kulturalną ikoną duńskiej stolicy.

FOT: http://hotelmagazine.dk

JAK TRAFILIŚMY NA DINNER SHOW I O CO CHODZI?

Dinner Show wystawiane jest na cyrkowych deskach kilka razy w tygodniu. W skrócie można je opisać jako wielką wyżerkę połączoną z ogromnym przedsięwzięciem artystycznym, łączącym w sobie muzykę, śpiew, akrobację i taniec, oczywiście na żywo. A! I w cyrku, nie ma żadnych zwierząt!

Dinner Show to czterogodzinna kolacja, podczas której gościom serwuje się cztery dania. Główne posiłki, przystawki, drinki i pogawędki w gronie rodziny oraz znajomych, przerywane są występami artystów. Pokaz robi ogromne wrażenie, a wysiłek i zdolności zespołu wyglądają imponująco. Zdumiewające układy akrobatyczne, aranżacje i reżyseria show, to niesamowite przedsięwzięcie, gwarantujące cały wachlarz emocji. Poszczególne elementy artystyczne potrafią rozbawić, wzruszyć do łez, przyprawić o rumieniec i rozczulić.

FOT: https://www.wallmans.dk

FOT: https://www.wallmans.dk

FOT: https://www.wallmans.dk

FOT: https://www.wallmans.dk

Po czterech godzinach rozrywki, czyli jedzenia przeplatanego gromkimi brawami i podziwem, grupa artystyczna żegnając się z publicznością sprząta stoliki z głównego podestu. Wówczas zaczyna się prawdziwy melanż dla widzów. Publiczność wyskakuje na środek i bawi się do białego rana. Każdego roku show ogląda ok. 75 000 gości, a w ciągu ostatnich dziesięciu lat cyrk przywitał w swych murach 750 000 widzów.

Bilety na taki pokaz Duńczycy rezerwują na wiele miesięcy przed, wyczekując z niecierpliwością na wyjątkową noc. Wejście kosztuje nawet 1300 koron za osobę, w zależności od miejsca na sali. Taka przyjemność w grupie znajomych, z dodatkowym alkoholem i napiwkami, to wydatek rzędu kilkunastu tysięcy koron, czyli dobrych kilku tysięcy złotych.

My jednak mieliśmy niepowtarzalną okazję przybyć na pokaz na specjalne zaproszenie jednego z artystów. Brat mojego faceta jest akrobatą i od dwóch lat pracuje z grupą artystyczną w duńskim cyrku. Gdy zobaczyliśmy go na scenie łzy napłynęły nam do oczu. Po prostu nas zamurowało. Zobaczcie sami, co ten chłopak potrafi!

Duo Creative

Duo Creative

Duo Creative

3. ZOSTAŃ MORSEM

Że co? Że niby ja nie wejde do mroźnego Bałtyku? Że rady nie dam sobie? Phi! Pakując się do bagażu podręcznego nie omieszkałam pominąć stroju kąpielowego z zamiarem morsowania. Ten pomysł narodził się w głowie chłopaków jeszcze przed naszym przylotem. W niedzielny poranek, po śniadaniu, wyruszyliśmy na rowerach z dzielnicy Nørrebro w stronę plaży Vallensbæk. Dystans 20stu kilometrów na mrozie, pod wiatr, często pod górkę, prawie mnie pokonał. Wydawało mi się, że mam niezłą kondycję. Jednak srogi mróz tak mi dał popalić, że przez całą drogę na przemian wściekałam się i dostawałam totalnej głupawki. Albo się śmiałam albo klnęłam pod nosem. Miałam też jeden poważny kryzys, przejawiający się moim spektakularnym zejściem z roweru i buntem. Szybko zrozumiałam, że im szybciej wsiądę na rower z powrotem, tym później zamarznę. No, jednym słowem przygoda życia.

To był jeszcze czas, w którym nadal byłam przekonana, że tego dnia zostanę morsem-bohaterem.

Dojazd nad morze wykończył mnie, jak dzikiego osła. Gdy po ponad godzinie pedałowania dotarliśmy na plażę, nagle zaczął padać przeokrutnie śnieg, a żeby tego było mało, zerwał się silny wiatr. Moi kompani nie przejmując się tym kompletnie, przebiegli sobie kilometr na rozgrzewkę. Ja wymiękłam. Opcja bycia jednak dzikim osłem, na tym etapie, wydawała mi się na tyle satysfakcjonująca, że już nie chciałam zostać morsem. Gdy zobaczyłam jak faceci wbiegają do wody, prawie zeszłam na zawał. Z tego wyczynu popełniono jedno kulawe zdjęcie. Wrzucam je poniżej. Największy szok nastąpił po ich wyjściu z wody, gdy niezdarnie próbowałam pomóc im w ubieraniu się. Nigdy tak nie zmarzłam. Nie umiałam dojść do siebie przez kolejne dwie godziny. Nigdy w życiu nie było mi tak zimno i mokro. Nigdy w życiu tego nie zapomnę.

DANIA: 3 RZECZY, KTÓRE ZROBIŁAM W KOPENHADZE I ZAPAMIĘTAM JE NA ZAWSZE

PS. Muszę przyznać, że faceci mega mi zaimponowali! Byli dzielni!

A Wy? Odważylibyście się? 🙂 A może ktoś z Was już próbował? 🙂

 

Jeśli marzy Wam się Kopenhaga, to TUTAJ opisałam Wam jak odwiedzić duńską stolicę i nie zbankrutować, jak dotrzeć do Kopenhagi za ok. 80zł… a poza tym jeszcze kilka wskazówek.

 

Enjoy! 🙂

 

Trending Posts

0no comment