AZJA, PODRÓŻE,

MALEZJA: WYSPY PERHENTIAN – ZATRZYMAĆ CZAS W RAJU

Chcecie zamieszkać w dżungli? A może jeszcze lepiej, gdyby ta dżungla znajdowała się na rajskiej wyspie? Wyspy Perhentian w Malezji mają wszystko to i jeszcze więcej!

Podczas mojej podróży po Tajlandii, Malezji i Singapurze planowałam na kilka dni ukryć się przed światem. Najlepiej na jego krańcu. Chciałam naładować baterie słońcem, wodą, spokojem i zapachem natury. Udało się to lepiej niż myślałam na niezwykłej wyspie Perhentian Kecil (jednej z dwóch bliźniaczych wysepek). Malajską nazwę Perhentian tłumaczy się dosłownie jako ‚miejsce do zatrzymania’ – to kwintesencja tego, co chcę Wam dziś podpowiedzieć.

źródło: Kilroy Travels

źródło: www.thongjean.com

Jak tu dotrzeć?

Na te maleńkie wysepki można dostać się łodzią z niewielkiego rybackiego miasteczka Kuala Besut na wschodnim wybrzeżu Malezji. Od rana do popołudnia średnio co dwie godziny wypływają motorowodne łódki z turystami. Bilet w dwie strony kosztuje 70 ringgitów, czyli około 65 złotych. Podróż łodzią trwa 40 minut.

Gdy dotarłam na miejsce, powitał mnie widok kojarzący się ze scenerią z filmów przygodowych w odległych krainach. Wyspy Perhentian przeniosły mnie od razu do innego świata – pełnego spokoju i bliskości z naturą.

Z dala od cywilizacji

Piękna, biała plaża, krystaliczna woda, kokosy, smak papai, gęsta zieleń, muzyka i totalny luz mieszkańców – to największe zalety tego miejsca. Taki obrazek z malajskich perełek zapamiętałam i taki maluje się w mojej głowie za każdym razem, gdy wracam wspomnieniami do Malezji. Perhentian to raj dla miłośników sportów wodnych: nurkowanie, pływanie z żółwiami, kajaki, snorkeling, to główne atrakcje. Ale jest coś jeszcze. Spacerując po wyspie, którą w kilka minut można przejść pieszo, z każdym krokiem przestajesz tęsknić za miastem i zapominasz w ogóle, że masz telefon. Wyspa pozostaje prawie nietknięta technologią i nowoczesnością. Nie ma na niej dróg, samochodów, infrastruktury, betonowych domów, a to czego jest w nadmiarze to CZAS. Na wyspie żyje się bez pośpiechu, a rytm i pory dnia wyznaczają przypływy i odpływy.

źródło: journalistontherun.com

PS. Tak, jest wifi. : )

Oko w oko z egzotycznymi sąsiadami

Wśród gęstych lasów kryją się drewniane bungalowy dla przybyszy z cywilizowanego świata. Towarzystwa dotrzymuje masa zwierzaków i dziwnych stworzeń. Jaszczurki, pająki, węże, wiewiórki i … gekony. Pierwszego ranka wstałam zdezorientowana, ponieważ całą noc coś uderzało w blaszany dach, skakało i krzyczało. Byłam przekonana, że to małpy rzucają w mój lichy drewniany domek kokosami. Do czasu, gdy wyszłam rano z mojego M1 (dizajn wnętrz przypominał mi pewną serię dokumentów z ekwadorskich więzień). Pewnym krokiem przekroczyłam próg, by sięgnąć po wyschnięte pranie. Gdy nagle pod japonkiem ukazał mi się wielki gekon łapiący chytrze pierwsze promienie słońca. Mieszkańcy uświadomili mnie, że ta wyspa należy do gekonów i to nie żadne małpy skakały całą noc po dachu wydając dziwne dźwięki i piski.

Podczas pieszych przechadzek trzeba patrzeć pod nogi…a właściwie to mieć oczy dookoła głowy. Na wyspie szybko robi się ciemno, a latarni brak. Dlatego lepiej przed zmierzchem wracać w stronę bungalowów albo pokrytych strzechą barów i knajpek. Pewnego dnia przegapiłam zapadający zmierzch razem z moją przyjaciółką. Ten sam błąd popełniła grupka Francuzów. Wpadliśmy na siebie zagubieni w środku lasu. Gdyby nie ich latarka w telefonie, nie wiem jak trafilibyśmy do swoich bungalowów. Było zabawnie do czasu, gdy coś nie zaczęło biegać nam pod nogami : ) Poza tym wieczory na wyspie są magiczne. Mieszkańcy, rybacy, dzieci, turyści – wszyscy na wyspie do późnej nocy siedzą na plaży wokół ogniska, z muzyką w tle.

Kim są mieszkańcy wyspy?

Większość mieszkańców Malezji to wyznawcy islamu. Podobnie jest na wyspach Perhentian. Trafiłam tam w czasie świętego miesiąca muzułmanów, czyli Ramadanu. Na początku objadanie się pieczonymi bananami w towarzystwie wygłodniałych kucharzy i kelnerów wydawało mi się pewną niezręcznością. Do czasu, gdy o  godzinie 19:00 nagle zamknięto na godzinę wszystkie restauracje, by obsługa i właściciele mogli w końcu się najeść do syta po całym dniu poszczenia. To był zabawny widok – masa głodnych po całym dniu nurkowania Europejczyków i Australiczyków, czekająca ponad godzinę przy pustych stolikach.

Mieszkańcy wyspy zajmują się głównie łowieniem ryb. Wszystko co mają to łódź, sieć i skromna chata. Niektórzy tylko są marynarzami i wypływają na dalekie wody poza Malezję. Cała reszta żyje z obsługi turystów – prowadzi hostele, bary na plaży albo organizuje atrakcje wodne.

źródło: traildino.com

Jeśli planujecie wyjazd do Malezji pamiętajcie o tych małych kropkach na mapie, które mają w sobie ogromną dawkę uroku i oferują nie tylko cudowne widoki, ale przede wszystkim święty spokój : )

03 comments
  • Basia

    niekoniecznie na zawsze, ale chociaż na trochę! :)))

    • traveLover

      Mnie wystarczył tydzień, żeby naładować akumulatory i wypocząć 🙂 polecam!